PR I KOMUNIKACJA MARKETING W NIEMCZECH FILM BIG DADDY EXTRAS

niedziela, 26 grudnia 2010

Pokora, czyli dziwka ta

Chłoniemy ją od dzieciństwa, karnie pochylając głowy - przed rodzicami, nauczycielami, wykładowcami, a potem przełożonymi, prezesami, klientami... Bo zawsze jest ktoś, komu trzeba oddać należną cześć, w każdej sytuacji dobrze jest pochylić kark. Taka losu marnego kolej.

Zobacz też:
Pokora w wersji biznesowej zawsze mnie przerażała. W mojej branży to nagminne. Ludzie, którzy mają kontakt z klientem pokorę powinni mieć opanowaną do perfekcji. Przecież klient nasz pan, co zawsze rację ma. No więc srając żarem do słuchawki i rozpływając się podczas spotkań przy konferencyjnym stole po cichu snujemy plany wysłania ich w podróż powrotną na ich małą, nieszczęśliwą planetę...

Zadowolenie klienta jest nawet ważniejsze, niż perspektywa korzyści, które odniesie z naszych działań. Jego zadowolenie jest celem samym w sobie. Bo klient zadowolony opłaca faktury. I ani myśli, żeby przenieść biznes do innej agencji.

W ten konflikt interesów wpadają wszystkie agencje. Niezależnie czy zajmują się pozycjonowaniem www, zakupem mediów, działaniami wizerunkowymi czy kreacją reklam - muszą podporządkować się widzimisie klientów. I dopóki obcujemy z kompetentnymi osobami, nie ma problemu. Gorzej jak przyjdzie wizjoner, który chce założyć na Facebooku fanpage swojej rzeźni albo zakładu pogrzebowego. Albo chciałby, żeby w kreacji graficznej bannera reklamowego znalazła się blondynka, brunetka i ruda. I to niezależnie od tego, że reklamujemy hotel dla zwierząt... Interesem agencji jest spełnić oczekiwania klienta. Specjalistyczne doradztwo to raczej śliski temat i to nie tylko dlatego, że w agencjach mocy przerobowych często wystarcza tylko na zadowalanie. Lepiej klienta przytulić choćby na trzy miesiące, niż pozwolić przytulić go na trzy miesiące innej agencji.

Wiadomo jak jest: przychodzi klient z mega fajnym pomysłem i pyta czy mu go zrealizujemy za x PLN. Daję sobie rękę uciąć, że trzy czwarte agencji wzięłoby zlecenie nawet pomimo faktu, że pomysł klienta uznaliby za absurdalny. Od pokory do cynizmu jest zaskakująco blisko.

Agencje konkurują ze sobą przy pomocy własnego wizerunku. Jedni lansują się eventowo inni social mediowo, a jeszcze inni - ekspercko. Lans plus śliczna oferta to połowa sukcesu. Klientów się wabi i łowi, a nie przekonuje merytoryką. Żniwo zbiera się dzięki świetnie skonstruowanej ofercie, ulepionej na podstawie badań marketingowych i opinii speców od psychologii reklamy...

Dlaczego więc jestem w tym biznesie i w jakiś tam sposób go napędzam? Świetne pytanie. Może dlatego, że szanuję pracę, a klientów staram się traktować jako partnerów w biznesie, a nie jak maszynki do produkcji pieniędzy. Nie zmienia to jednak faktu, że w roli wyrobnika od wszystkiego i specjalisty od robienia laski klientowi widzę się niespecjalnie.
 
MemoryFive
Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą mailową

1 komentarz:

  1. no tak, idealizm nie jest w modzie i nie sprawdza się. dostaję propozycje od agencji i czasem zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest żart. niestety do tej pory nigdy nie żartowali. mam w głowie wizję idealnej pracy marketera i współpracy na linii klient-agencja. oj daleko jej do rzeczywistości...

    OdpowiedzUsuń