PR I KOMUNIKACJA MARKETING W NIEMCZECH FILM BIG DADDY EXTRAS

czwartek, 8 kwietnia 2010

Niewykorzystany potencjał, czyli e-marketing w polskich firmach

Marketing w Internecie to dla bardzo wielu polskich przedsiębiorstw całkowicie dziewicze terytorium. Ci, którzy decydują się tam wkroczyć często dają się naciągnąć na drogie i mało efektywne formy promocji. Pozostali mają do e-marketingu stosunek silnie analny.

Zobacz też:
Przedsiębiorstwa, w których zdarzyło mi się pracować miały spore problemy ze skutecznym marketingiem w Internecie. Ktoś im kiedyś zrobił stronę internetową. Ale co z tego, skoro jest brzydka i rzadko aktualizowana? Ktoś kiedyś zadzwonił i zaproponował pozycjonowanie. Ale jak skutecznie pozycjonować stronę bez odpowiedniej treści? Podobnie rzecz się ma z wszelkimi reklamami internetowymi.

Dlaczego tak mało polskich firm przyswoiła sobie prosty fakt, że jak już się użytkownika zainteresuje bannerem, to warto też poświęcić trochę czasu na przygotowanie podstrony, na którą tego użytkownika skierujemy? Kto będzie potrafił zmienić globalne myślenie rodzimych przedsiębiorców, ten zdobędzie sławę i bogactwo. Próbowało wielu, ale udało się nielicznym.

Kosmiczny mailing
Dostałem zlecenie przygotowania mailingu reklamowego. Uzgodniłem treść, wymyśliłem w miarę chwytliwy slogan reklamowy i tytuł. Poskładałem to wszystko do kupy w HTMLu. I tu pojawił się problem: nie mamy absolutnie żadnej podstrony na naszej witrynie, do której moglibyśmy odesłać zainteresowanego użytkownika. - Linkuj do strony głównej - powiedziała Góra. Mrok totalny. Przecież ten biedny user, nasz potencjalny klient, w pięć sekund zapomni czego dotyczył mailing. A nawet jak nie zapomni, to się wkurzy, bo przecież na naszej stronie żadnej informacji o reklamowanym produkcie nie znajdzie.

Jak się nie ma przygotowanej dobrej strony lądowania, to robi się dobrze naszej konkurencji. Bo taki user jak się zainteresuje produktem, to wpisze sobie jego nazwę w Google. Dla niego liczy się fakt zakupu towaru, a nie fakt zakupu towaru od nas. Tego niestety nie udało mi się wytłumaczyć Górze. Mailing poszedł do bazy liczącej ponad 3 tys. adresów z linkiem do strony głównej.

Święte bannery
Równie popularną metodą wywalania pieniędzy w błoto są bannery reklamowe. Jak się nie ma człowieka, który ma jakiekolwiek doświadczenie w obsłudze kampanii bannerowych, to jest prawie pewne, że przepuści budżet reklamowy na nie-wiadomo-co.

Faktem jest, że kampanie bannerowe to studnia bez dna. Da się ją przeprowadzić albo za 5 tys. zł albo za 50 tys. zł. W zasadzie jako kwotę maksymalną możecie sobie podstawić największą liczbę, jaka przyjdzie Wam do głowy. Powierzchni reklamowej i liczby odsłon na pewno wystarczy, aby przepuścić nawet najbardziej abstrakcyjne kwoty. Pytanie o efektywność takiej reklamy to jednak zupełnie inna kwestia.

Mój poprzedni pracodawca z lubością puszczał bannery reklamowe na jednym z największych portali branżowych, który nie miał praktycznie żadnych atutów - oprócz niezłych statystyk. Powierzchnia reklamowa była (jest) w kompletnie idiotycznym miejscu, gdzie mało kto patrzy - nie mówiąc już o tym żeby się tam zapuszczać kursorem myszy. Efekt: na 100 tys. odsłon banner wygenerował potworne 150 kliknięć. Czyli w reklamę klikała jedna osoba na jakieś... 670, którym się ona wyświetlała. CTR był doprawdy fantastyczny: 0,0015. Jeśli więc weźmiemy pod uwagę, że za 100 tys. odsłon firma zapłaciła 2 tys. złotych, to okaże się, że koszt jednego kliknięcia wynosi ponad 13 zł! Te porażające statystyki nie zmieniły jednak decyzji firmy - dalej miałem emitować reklamy na tym portalu...

Magia pozycjonowania
Największy odjazd to spotkanie z pozycjonerem. Informatyk zamknięty w jednym pomieszczeniu z typowym polskim przedsiębiorcą to gwarancja mocnych wrażeń. Klucz do sukcesu pozycjonera to odpowiednie definicje. Co to są wyniki organiczne? Jak działa wyszukiwarka internetowa? Po co nam linki zewnętrzne? I tak dalej i tak dalej. Trzeba być przygotowanym na najgłupsze pytania natury teoretycznej. O cenach i skuteczności działań rozmawia się najkrócej. Istotą pracy pozycjonera jest skuteczne przekonywanie.

Smutne jest jednak to, że wielu pozycjonerów wykorzystuje ten fakt do nabijania sobie stanu konta niemal za nic nie robienie. Małe polskie przedsiębiorstwo działające w jednej branży nie musi płacić grubej kasy za pozycjonowanie. Mało tego: firmy mogą we własnym zakresie, przy zaangażowaniu minimalnych środków finansowych, znacząco poprawić swoją pozycję w Google. Do tego potrzebna jest podstawowa wiedza, z którą jednak żaden pozycjoner się nigdy nie podzieli. W naszym społeczeństwie człowiek od pozycjonowania to magik, który dzięki magicznym sztuczkom zakrzywia rzeczywistość. I tak samo, jak nie zadajemy sobie trudu, by poznać warsztat iluzjonisty, nie chce nam się dowiedzieć niczego o pozycjonowaniu. Wolimy dać się zahipnotyzować bajerancką ofertą i co miesiąc płacić kilkuset złotowy abonament.

Zrób to sam
E-marketing jest specyficzną branżą, w której w ostatnich latach pojawiło się wielu specjalistów, którzy absolutnie nie mogą znaleźć zatrudnienia za godziwe pieniądze. Gdyby jednak w każdej firmie zatrudnić fachowca w tej dziedzinie, wówczas zarobiłby on na sporą część swojego etatu po prostu optymalizując koszty działań marketingowych. Nie trzeba wydawać kilku tysięcy złotych miesięcznie, aby wygenerować większy ruch na firmowej stronie www. Można to zrobić znacznie taniej poprzez ogólnodostępne metody promocji w sieci. Trzeba tylko wiedzieć jak to się robi.

Dlatego w moim przekonaniu uczciwy e-marketingowiec powinien przede wszystkim edukować i zaangażować innych pracowników firmy do promowania firmowej strony przy każdej nadającej się do tego okazji. Trzeba mówić o dobrych stronach "siania" linkami, o zbawiennym wpływie częstego aktualizowania strony www, przekonywać do prowadzenia bloga, do aktywności na branżowych forach. Jeśli firmy nie stać na tego typu działania, to jak do cholery stać ją na warte kilka tysięcy złotych reklamy?!
 
MemoryFive
Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą mailową

1 komentarz:

  1. Bardzo dobrze powiedziane, lepiej bym tego nie ujęła:)

    OdpowiedzUsuń