PR I KOMUNIKACJA MARKETING W NIEMCZECH FILM BIG DADDY EXTRAS

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Single Man, czyli jeden dzień z życia samotnego geja

Wbrew tytułowi recenzji to nie jest kolejny film wychwalający pod niebiosa homoseksualne uniesienia. Debiut Toma Forda skromnie próbuje być uniwersalną opowieścią o poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Czasami mu się nawet udaje. W pozostałych momentach jest pretensjonalnie i nudno.
Zobacz też:
Reżyser (i scenarzysta w jednym) zaczyna marnie: sceną makabrycznego snu ze śmiertelnym wypadkiem samochodowym i topielcem, wyciągniętym z nocnej szafki rewolwerem... Suspens, trzeba przyznać, jakości raczej marnej. Bo w "Samotnym człowieku" nie ma scen, które miałyby trzymać widza w napięciu. To raczej rozpisany na role monolog o nieszcześliwym, lekko nawet żałosnym człowieku, który snuje się po Los Angeles wykładając na uczelni tezy Aldousa Huxleya - hedonisty kontestującego swój hedonizm, ideowego preukursora New Age. Huxley ma tu być kluczem do zrozumienia granego przez Colina Firtha bohatera, a sam bohater - metaforą współczesnej bohemy rodem z Miasta Aniołów, tej znanej choćby z serialu "Californication", nurzającej się w luksusie, biegle korzystającej ze zdobyczy cywilizacji, ale ideowo zagubionej.

Colin Firth w roli geja ujmuje stylem. Przy pomocy doskonale skrojonego garnituru, wypastowanych butów, idealnej fryzury i brytyjskiego akcentu maskuje swoje nieszczęście i domniemany ból istnienia.

Nie mam wątpliwości, że można z powyższych założeń ukręcić mądre i refleksyjne kino. Tom Ford jednak wykonał swoje zadanie w najlepszym wypadku poprawnie. Brakuje tu polotu, autentyzmu i finezji. Widać, że twórca bał się głębiej wejść w niektóre wątki, dać wyraźniejsze rysy postaciom, po ludzku upaprać je w błocie i poniżyć... W tej sterylnej nieomal historyjce za mało jest treści, a za dużo pustosłowia. Aż żal, że tej historii nie dostał do sfilmowania Paul Haggis albo przynajmniej Sam Mendes. Wtedy może nawet i pistolet by w końcu wystrzelił i choć raz by się okazało, że do huxleyowskiego nowego wspaniałego świata można czasem wpuścić nieco smrodu.
 
MemoryFive
Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą mailową

1 komentarz:

  1. Witam,
    a ja ten film odebrałem bardziej pozytywnie. nie twierdzę, że nie można zarzucić temu filmowy pewnej powierzchowności, ale w gruncie rzeczy dla mnie jest to po prostu film o samotności (raz z powodu śmierci ukochanej osoby), a dwa z powodu wyalienowania społecznego z powodu orientacji. I w tej kwestii ta jego powolność i traktowania fabuły jako pretekstu jest umotywowane.
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń