PR I KOMUNIKACJA MARKETING W NIEMCZECH FILM BIG DADDY EXTRAS

sobota, 13 lutego 2010

Californication, czyli najlepszy serial w którym coś poszło źle

Sex, drugs i rock'n'roll. Na tej filozofii wychowało się kilka amerykańskich pokoleń. Twórcy serialu Californication udowadniają jednak, że ten uwspółcześniony rodzaj hedonizmu wcale nie musi prowadzić do szczęścia.


"Wszyscy bohaterowie uprawiają seks, a co odcinek zmieniają się partnerzy. W przerwach między jednym a drugim stosunkiem postacie palą zielsko, chleją wódę i przeklinają". Cytat zadziwiająco trafny jak na Nonsensopedię. Serialowa Sodoma i Gomora w Californication jest niepodważalna. Ale przyznacie chyba, że gdyby twórcy na tym poprzestali, wówczas niespecjalnie byłoby o czym pisać?
Zobacz też:
Bo Californication to serial wyjątkowo przewrotny. Hank Moody, główny bohater serii, jest pisarzem borykającym się z artystyczną niemocą. Ale to wcale nie jest jego największy problem. Moody kocha kobietę, z którą nie potrafi się związać. Chce, by ludzie doceniali jego ambitną twórczość literacką, ale jego dzieło jest znane z prostackiej hollywoodzkiej ekranizacji (filmowcy zamieniają tytuł "God hates us all" na "Little thing called love"). Moody kocha Nowy Jork, ale mieszka w znienawidzonej Californii. Ma wstręt do nowych technologii, a mimo to prowadzi swojego bloga. Niepowodzenia na niemal wszystkich frontach odbija sobie w łóżku. Ale przygodny seks rzadko kiedy kończy się dobrze. Kobiety go okradały, wykorzystywały, a nawet biły.

W pierwotnym założeniu wysoki poziom moralnej deprawacji bohaterów Californication to soczewka, w której mają się skupić problemy współczesnych amerykańskich czterdziestolatków. Niezależnych finansowo, trochę rozpuszczonych i prostackich, ale wyjątkowo zagubionych i samotnych. Moody to przywódca stada i jednocześnie żywy dowód na to jak wiele trzeba zmienić, aby od słów przejść do czynów.

Straciłem mnóstwo czasu na jałowe dyskusje zarówno z miłośnikami jak i antyfanami Californication. Bo choć sam siebie stawiam raczej w tej pierwszej roli, to jednak nie podzielam bezkrytycznego zachwytu tych, którzy są pod wpływem powierzchownego uroku pisarza Hanka. Bo siła Californication to nie David Duchovny, któremu twórcy niespodziewanie ofiarowali drugie serialowe życie. Californication to tragikomiczny pamiętnik człowieka, którego życie składa się wyłącznie z zakrętów. Proste odcinki są krótkie i raczej niespodziewane. Moody przez trzy sezony próbuje udowodnić sam sobie (i nam), że hedonizm nie musi prowadzić do zatracenia, a najlepszą drogą na odzyskanie życiowej równowagi nie jest zawierzenie ślepemu losowi, ale niezaprzeczalnie silnemu uczuciu miłości. Jak się jednak okaże, nie wszystkie grzechy przeszłości można oddzielić grubą krechą, a sprawiedliwość, już nie moralna, ale w postaci bezdusznej Temidy, czuwa nawet nad artystą.

Californication to seans ożywczy. Jeśli macie dość wiecznie naburmuszonego House'a albo śmiesznych na siłę postaci z innych amerykańskich seriali, polecam zapoznać się z tym, co ma nam do przekazania Pan Humorzasty.
 
MemoryFive
Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą mailową

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz